Browsed by
Miesiąc: Czerwiec 2016

Naprzód Chłopcy! cz.1 ?>

Naprzód Chłopcy! cz.1

Jeżeli Jarek, mój poprzedni rozmówca jest znany w pewnych kręgach, to głos człowieka, z którym przeprowadzam kolejny wywiad zna cała Polska. Bogdan lub jak ktoś woli „Kwaśny”, „Cytryna”, wokalista pierwszego zespołu skinheads w Polsce-BTM będzie moim kolejnym bohaterem. Tytuł tego wywiadu nie może więc być inny jak tylko: NAPRZÓD CHŁOPCY!

Janusz: Bogdan, Twoją miłością od szkoły podstawowej jest bezustannie muzyka, a że edukację rozpocząłeś w latach 70-tych to czy mógłbyś przybliżyć młodym ludziom, a starszym odświeżyć klimaty tamtych dni? Twoje pierwsze fascynacje?

Bogdan: Z tym bohaterem to lekka przesada. Dorze wiesz, że w najlepszym roku dla Punka 77 dusiciele ostro piętnowali bohaterów, ale nie przeszkadzało im to, że utwór był hitem w całej Europie. Nawet w tej „złej” komunistycznej Polsce można go było usłyszeć w radiu. Jak opowiadał mi starszy kolega to ponoć lata 60-te były lepsze. Koncerty:The Rolling Stones,Animals czy też The Artwoods, w którym występował Jon Lord- najlepszy na świecie muzyk obsługujący organy hammonda! Nie wspominając o polskich tuzach, takich jak: POLANIE,NIEMEN,BLACKOUT,BREAKOUT, SKALDOWIE. No i oczywiście kapele garażowe: Śliwki, Bardowie ,Tajfuny ,Dzikusy, etc.
Lata 70-te to dla mnie najlepsza muzyka jaka kiedykolwiek istniała. W Polsce, w pierwszej połowie lat 70-tych bardzo popularnymi zespołami były: URIAH HEEP, DEEP PURPLE, UFO. Ukazał się singiel z utworami: Doctor Doctor, Shoot shoot. Free, Led Zeppelin, Nazareth z charakterystycznym głosem Danniego Mccafferty, Jimmy Hendrix…etc.
Muzyka hard rockowa była u szczytu popularności, a fanami tej muzyki byli gitowcy. Ludzie kupowali magnetofony szpulowe, radia i cały czas nagrywali płyty winylowe. To w bardzo małych ilościach posiadali nieliczni, którzy lubili pokazywać okładki przez okna swoich mieszkań. W erze „złego” Gierka w moim mieście można było zobaczyć na żywo: PROCOL HARUM, MUD, kiedy byli u szczytu sławy. Teraz też można zobaczyć dobre koncerty, ale jak ktoś nie ma 300 stówek to sobie może co najwyżej muzyki w domu posłuchać. 
Chociaż bylem wtedy dzieckiem, a i mój bunt zaczął się na początku lat 80-tych to właśnie lata 70-te na całe życie pozostaną w pamięci!

Janusz: Ja jestem trochę młodszy od Ciebie, ale uwielbiałem jeździć na początku lat 80-tych do Katowic, by na Mariackiej w sklepie z winylami pooglądać sobie okładki. Starszy brat mojego kumpla chadzał na giełdy płytowe, więc u niego w domu była też niezła kolekcja. Szpulowce były najlepsze bo potrafiły na jednej taśmie pomieścić kilka płyt, a na kaseciaku na najpopularniejszych „90-kach” wchodziły tylko dwie. Dla amatorów nagrywanych koncertów te drugie były jednak nie do zastąpienia. Gitowcy dali Ci popalić w podstawówie?

Bogdan: Wszystko prawda! Na szpuli można było mieć full płyt, a na kaseciaku już nie. Ja tż jeździłem do sklepu Hipa na Mariackiej. Głównie spotykali się tam fani metalu, ale można było wyrwać różne płyty, nie tylko death czy thrash metal. Sam właściciel był niezłym cwaniakiem. Ceny miał z kosmosu, ale zawartość sklepu prima sort. Wcześniej jeździło się do Gliwic, a później jeszcze na Czad Giełdę. Oprócz tego bywałem na giełdzie w warszawskich Hybrydach. Nawet raz zdarzyło mi się być we wrocławskim Pałacyku, ale głównym miejscem spotkań w niedzielę był krakowski klub Pod Przewiązką prowadzony przez Jurka Skarżyńskiego. W szczytowym okresie bumu na Punk Rock można tam było spotkać załogi liczące ponad 50 osób. Chociaż płyt z tego gatunku było jak na lekarstwo, ludzie lubili tam pokazywać się przez jakiś czas. W szkole nie było problemu, chociaż na boisku wieczorami można było wyłapać. Na osiedlach już było ostro, ale to właśnie dzięki gitom pojawiłem się na początku lat 80 tych pod Przewiązką. Jako 14 latek pierwszy raz miałem możliwość posłuchać winyli z prawdziwego zdarzenia. kolega mojego brata miał ciotkę w Wiedniu, a ta od czasu do czasu wysyłała mu konkretne pozycje. I tak oto pewnego dnia mając pod pachą klejnoty w postaci: the Sweet-Give us a Wink,AC/DC-If you want…. i Thin Lizzy-Jailbreak musiałem przejść przez osiedle pełne gitów, aby dostać się do domu. Już po około 200 metrach zauważyłem ławeczkę, na której siedziała sama góra… no i się zaczęło. „Małolat! Melduj się, co tam masz za fanty?” Ja jako szczyl mający 30 kilo niedowagi nie miałem żadnych szans. Byłem już przygotowany na ostre manto, ale oto stała się rzecz bardzo dziwna. Kolesie jak zobaczyli płyty stwierdzili, że mnie nie ruszą, a nawet nie będę miał żadnych kłopotów na dzielnicy. Po jakimś czasie z jednym z nich, o ile nie odrabiał wojska w kopalni, czy nie siedział byliśmy częstymi gośćmi giełdy. Do dzisiaj pamiętam,jak kupiłem sobie jedynkę Clasha. Płyta ta kosztowała prawie całą wypłatę. Kumpel po jakieś ostrej akcji był szczęśliwym posiadaczem :THIN LIZZY-LIVE AND DANGEROUS, Budgie-in for a kill. Ze mnie się naśmiewał, ale w tamtym okresie mój romans z hard rockiem odchodził do lamusa. Pojawił się Punk Rock,który zabrał mi prawie 30 lat.

Janusz: Punk Rock. To wówczas był prawdziwy przełom, chociaż można go podzielić na różne etapy.Chodzi mi o to co działo się u nas w kraju. Mógłbyś w skrócie opisać podstawowe załogi początku lat 80-tych,z którymi się zetknąłeś? Miałeś wtedy kontakt z chłopami z Ustrzyk, ze Skandalem itp. Gdybyś mógł to przedstawić oczami ówczesnego nastolatka z końcowym postscriptum 50-latka.Warto było?

Bogdan: Tak, Punk Rock ma za dużo odmian, a najgorsza jest w tym polityka. Na szczęście na początku lat 80-tych nie było tego problemu. Wszyscy byli przeciwko komunie, a początki to oczywiście Gdańsk, Warszawa, Wrocław. Najlepsza załoga z tamtych lat to według mnie Ustrzyki, prawdziwy DIY. Lata 80-te to już trzecia fala Punk Rocka i dla tych wychowanych na ’77 i nowej fali- Wattie,Collin i One Way System nie mieli za dużo wspólnego z oryginalnym Punkiem. Było dużo koncertów: Jarocin, Brodnica, Open Rock. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że co tydzień można było coś konkretnego zobaczyć, a codziennie tzw.socjalistyczny mainstream. Dużo punków na ulicach, bardzo dużo zadym i wszelakich punkowych gitów, którzy polowali na buty i skóry. Tak jak głosi tytuł piosenki Last Resort-King of the Jungle. Z irokezami chodzili charakterni kolesie,a nie jak teraz: piłkarzyki i młodzież szkolna. Skandal to był fajny koleś, bardzo towarzyski. Zawsze wpuszczał za free,a na koncertach- dynamit. Szkoda,że to wszystko tak źle się skonczyło. Podobnie było z Abbadonem, też szkoda chłopa…
Piękne czasy, a czy warto było? Na pewno, takiej subkultury to już nigdy nie będzie. Chyba,że hipsters. Sam nie wiem co to jest, ale młodzi mówią, że petarda.

Janusz: A w Krakowie była niezła brać w tamtym czasie w skali kraju? Dużo mówiło się o tym środowisku dzięki wojnom z poppersami, które opisywało na swych łamach szeroko pismo „Razem”. Chociaż druga strona była również bardzo agresywna i raczej miała mało co wspólnego ze swoim pierwowzorem z zachodu?

Bogdan: W Krakowie w 1984 roku bardziej to była moda niż nastawienie. Jak się zaczęło, tak szybko się skończyło. Miałem dużo kumpli poppersów, którzy z gazet dowiadywali się, że coś takiego miało miejsce. To byli goście, którzy już w 1982 roku dobrze siedzieli w tych klimatach (pozdrowienia dla Marcina). Ostra zadyma była na koncercie Subsów (grali wtedy z Republiką). Publika była podzielona na punków- duża załoga z Bieszczad,sami konkretni goście i tzw.poppersów, którzy chyba sami nie wiedzieli o co chodzi .Wzorowali się na Ciechowskim, ale jak to dawniej bywało bijatyki dość często się zdarzały, a na koncertach to już na setkę. Jak opowiadał mi niejaki Jubiler (jeden z pierwszych w NH), na pomoc przyjechała czołowa załoga z Wawy na czele z Tycem, Pokropem i chyba był tam też Zakres. Goście nie znając NH znaleźli się w okolicach wesołego miasteczka. Podobno ledwo uszli z życiem, ale jak to mówią są to opowieści dziwnej treści. Oczywiście gazety zrobiły wielką sensację. Paru gości zaliczyło wjazd na chatę, paru zaliczyło kosy, ale patrząc na dzisiejszy klimat to wszystko skończyło się w miarę spokojnie. W tamtym czasie miałem dziewczynę w NH na osiedlu Kazimierzowskim. No i tak udało mi się przeżyć parę akcji. Nieraz też pomogło mi niezawodne MPK.

Janusz: Lata 80-te to niesamowita ilość koncertów-od Maanamu po SS-20. Doskonale pamiętam pierwszy emitowany przez TVP koncert i to właśnie z Krakowa- zespołu TSA. To była bodajże zima 1982/83.Wszystkie sale pękały w szwach. Tysiące fanatyków pod sceną. Jak to się ma do obecnej sytuacji? I jakie polskie kapele punkowe i rockowe budzą Twój szacunek?

Bogdan: Tak, pomimo stanu wojennego i bardzo długich kolejek do sklepów moja generacja umiała się bawić. Imprezy odbywały się prawie codziennie. Ten koncert o którym wspominasz, o ile mnie pamięć nie myli był w Teatrze Stu. Tam też rewelacyjny występ dał Skandal ze swoim SS-20. Maanam widziałem w 1980 roku i byłem pod bardzo dużym wrażeniem. Późniejsze ich koncerty pomimo profesjonalnego warsztatu już mi się tak nie podobały. W kraju mieliśmy bardzo dobre zespoły zaczynając od rocka progresywnego kończąc na jazzie. Lata 80-te w muzyce do dzisiejszych nie ma co porównywać. Kiedyś był socjalizm i kapele musiały wyjeżdżać na muzyczne saksy aby grać na przyzwoitym sprzęcie. Teraz już tego problemu nie ma. Jeśli chodzi o zespoły to w dzisiejszych czasach nie ma się czym pochwalić. No może Behemoth, Vader, Riverside mają swoją publikę poza granicami Polski i jakiś szacunek, a poza tym nic ciekawego. Coraz więcej koncertów,ale też coraz mniej publiki. Jedynie wielkie firmy ściągają dużą publiczność. W latach 70-tych i 80-tych lubiłem: KSU,SS-20,BRAK.KLAUS MITTFOCH, a do dzisiaj polecam: POLANIE, BREAKOUT, SKALDOWIE (do siódmej płyty), ABC, DZAMBLE, TEST, STRESS, NIEMIEN, SBB, LABORATORIUM, KOMEDA, GRECHUTA, ect.

b981a970019c4faa8ebb9ad18b05703b

Druga część wywiadu ukaże się już wkrótce.